sobota, 18 października 2014

umrzeć

jak to jest?
przestać być.
przenieść się do innego świata.
do innego wymiaru.
do nieba, do piekła.
gdziekolwiek indziej.
byleby nie być tu.

co się stanie, gdy już będzie po?
przestanę naprawdę istnieć?
urodzę się na nowo, jako ktoś inny?
dostanę drugą szansę?
a może nie zasłużyłam,
bo nie wycisnęłam wszystkich soków z obecnego życia?

a może to moje życie to wcale nie życie,
tylko czyjś chory sen?

piątek, 17 października 2014

dawno i nieprawda

dawno mnie tu nie było.
to nieprawda, że nic się nie zmieniło.
zmieniło się wszystko.
nic już nie jest tak, jak przedtem.
jak rok temu.
wszystko jest inne.
czy lepsze?
czy gorsze?

inne.
po prostu.

i nic z tego nie rozumiem.
może właśnie o to chodzi?

nie zastanawiać się.
nie myśleć.
nie być?

może.
czemu nie.
spróbujmy.

środa, 27 sierpnia 2014

jestem

skoro tu siedzę, widzę, słyszę, czuję, dotykam swoich zimnych, gołych stóp,


to chyba istnieję.

stworzona z jednego jajeczka i jednego z miliardów innych plemnika.

a może jestem tylko czyimś snem, wymysłem wyobraźni szalonego pisarza?

bo jeżeli sama tak bardzo popieprzyłam sobie życie, wolę zwalić winę na kogoś innego.

nie.

krew pulsuje w żyłach, gorąco bije z policzków, łzy napływają do oczu.

jestem.

naprawdę.

sobota, 22 czerwca 2013

(g)dyby

gdybym mogła urodzić się jeszcze raz i mieć możliwość dokonania innych wyborów,
moje życie nie wyglądałoby tak, jak teraz wygląda.
trudno się przyznać przed innym i samym sobą zwłaszcza,
że jest się nieudacznikiem.
albo nieudacznicą.
to słowo ma w ogóle rodzaj żeński?
nieważne.

trzeba mieć też do tego nie lada odwagę.

tak, nie udało mi się moje życie.
ale czuję instynktownie, że to może się jeszcze zmienić.
że może być lepiej.

albo
podświadomie wiem, że nie zmieni się już nic,
dlatego czepiam się tej myśli, o poprawie jutra, jak tonący brzytwy.
(tu zawsze wyobrażam sobie miotającego się w wodzie człowieka,
z wybałuszonymi ze strachu oczami,
który wyciąga rękę w kierunku brzytwy.
zardzewiałej na dodatek).

zawsze marzyłam o napisaniu książki i zostaniu panią weterynarz.
a nie zrobiłam nic w tym kierunku.
nawet prowadzenie bloga sprawia mi trudności,
a na studiach, pokrewnych weterynarii, nie potrafiłam znaleźć czegokolwiek interesującego.
nie chciało mi się.
nie chce mi się dalej.
jestem okropnym leniem, któemu nawet nie chce się sięgnąć po długopis i kartkę,
gdy przyjdzie jakaś ciekawa myśl, warta zapisania.

cóż. nieudacznicy też są potrzebni.
bo gdyby wszyscy byli tacy ambitni, mieli parcie na realizację planów, marzeń,
to przecież wzajemnie by się pozabijali,
bo dla wszystkich brakłoby miejsca.

czy może się mylę?
a może nie?

c.d.n.


p.s. gdybym chociaż wiedziała, że ktoś to czyta, może częściej starałabym się pisać...

piątek, 21 czerwca 2013

plan

wymyśliłam sobie, że od października
pójdę na fizjoterapię.
dzienną!
bo jeden kierunek studiów to za mało.
mimo 28 lat czuję, że
chyba jeszcze mi wolno.

stay tuned.

wtorek, 28 maja 2013

mogę jeszcze?

na świecie jest tylu pięknych ludzi.
ludzi o ciekawych osobowościach, życiorysach.
czasami czuję się jak pasztet piątej kategorii.
wyrzucony na śmietnik, bo nikomu nie smakował.

a jeszcze 10 lat temu myślałam, że mogę wszystko.
teraz nie mogę chyba już nic.

życie jest dupy.
i nie pociesza mnie fakt, że inni mają gorzej.

bo są jeszcze ci, którzy mają przecież lepiej.